Log In
Register

Sporysz Full Album Lyrics

Jarun - Sporysz cover art
Band
Album

Sporysz

(2017)
TypeAlbum (Studio full-length)
GenresPagan Black Metal
Album rating :  –
Votes :  0
Lyrics > J > Jarun Lyrics (6) > Sporysz Lyrics (6)
Submitted by level 21 Eagles (2018-02-07)
1. Sporysz (8:18)
Siej!

W odmęty ziemi sypnij senne ziarna
Niech się nasycą prochami umarłych
Niech piją ciemnych wód zwodnicze szepty
Z nabrzmiałych śmiercią czarnych skib bezczasu

Patrz!

Jak się ku światłu pędy rwą zielone
Jak się w ich żyłach rozlewa trucizna
Jak wokół łodyg wije wonny obłęd
Jak się krwią słońca napełniają kłosy

Śnij!

I pośród nocy najczarniejszych westchnień
Gdy w krew wnikają księżyca korzenie
Zatrzymaj oddech, ucisz serca bicie
Czekaj aż przyjdzie czas cichego żniwa

I koś!

Niech się pokotem kładą łany myśli
Niechaj padają pośród słońc szelestu
I wrzuć je w ogień niech sczezną w nicości
Niech się przebudzą otchłanie szaleństwa

A gdy już krzyk się zamieni w popioły
Zmieszaj je z łzami i krwią z żył otwartych
I podaj światu w ostatniej wieczerzy
A potem odejdź otulony w spokój

I idź samotnie
Nie patrząc za siebie
Bo tam się pleni
Zielone szaleństwo

I wędruj w ciszy
Pod stygnącym słońcem
Bo tam za tobą
Tylko świat i plewy
2. Powidoki (7:52)
Spojrzałem w otchłań zimy
I wzrok jej spoczął na mnie
I odblask słońc lodowych
Srebrne rozpalił pieśni

W zamkniętych oczu przestrzeń
I pod powieki czasu
Ogień się wdarł i drzewa
I zastygł świat wiecznością

Ziemi ustało tętno
I ucichł lasu oddech
I wsiąka w śniegi czasu
Krew słońca zmierzchem ścięta

Mgławice czarnych skrzydeł
Gawronów mleczna droga
Jak wstęga w szarość niebios
Rzucona wiatru tchnieniem

I rwie się z ziemi gwiazda
Zielonym czubkiem jodły
Do słońc, co karmią ciszą
Do serc rażonych smutkiem

W źrenicach powidoki
Zim, co tak wiele przeszło
Lecz każdy płatek śniegu
Wciąż widzę po raz pierwszy…
3. Jesień wieczności (5:22)
Jesień wieczności
Rozszczepiło się światło
Ogień i wiatru szepty
I pod kopułą świtu
Powietrze jak westchnienie

I coraz niższe niebo
I coraz krótszy sen

Rozsypały się myśli
Kruche jak martwe liście
I blask nad horyzontem
Wyblakły jak modlitwa

I coraz cichsze pieśni
I coraz dalszy brzeg

Rozstąpiły się góry
Przecięte wiatru strugą
I ból się w popiół rozwiał
Jak krwi jesiennej rdza

I życie coraz dalej
I coraz bliższy lęk

Piorunem łza zastygła
I zaśpiewały drzewa
A słowa jak niepamięć
Jak skamieniałe mgły

I wieczność coraz krótsza
I coraz dłuższa śmierć
4. Wichry (6:11)
Westchnęło zmierzchem niebo
Pękły srebrzyste tamy
I runął wichru potok
Splątany oddech pustki

I zapadł między dęby
Wplótł się w konary mroku
I głowę mi omotał
I rozkołysał sny

I ciszę wtłoczył w serce
Żałobnych liści wirem
I pieśni na nich wyrył
Nabiegłe krwią jesieni

I w oczy sypnął srebrem
Oślepił nocy łkaniem
Zamiecią gwiazd samotnych
Zdmuchniętych z firmamentu

Jak teraz mam powrócić
Gdy znikły świata strony
Twarz muska mroku skrzydło
A może to śnieg pierwszy?

Jak siebie nie zatracić
Gdy ogniem jesień szepcze
Na skroniach moich składa
Koronę nocnych pieśni

Jak jednym z was pozostać
I świata się nie wyrzec
Gdy serce wichrów pełne
I bogom waszym równe…
5. Sny jak ziemia, sny jak rzeka (6:13)
Znów w ogień zapatrzony
Znów spalam świat by zasnąć
Przeliczam gwiazd kamienie
Oczy przesłaniam światłem

I znów zastyga wieczór
Rozpaczą kończy lato
I znów drapieżne niebo
Przeczucia wsącza w oddech

I wiem, że w mrok odejdę
Gdy przyjdzie zmierzch kolejny
Rozpłynę w lipy cieniu
W powietrzu złota pełnym

W makowych snach bezdźwięcznych
Co kurzem pól wirują
W widmowych ciem trzepocie
Jak serce rozedrganych

W żółtych wrotyczu słońcach
Gdzie miód i ból i gorycz
Gdzie jeszcze tli się cisza
Wspomnieniem samotności

W snach, co jak rzeka płyną
Przez cichych traw przestrzenie
W snach, co jak ziemia milczą
Gdy dłonie w niej zanurzam

I chyba jednak śpię już
Bo znowu widzę ciebie
Lecz nie wiem, czy to sen mój
Czy śnię się śmierci swojej
6. Malowany ogień (9:07)
Gdzie szukać słów uśpionych, gdy ognie już pogasły
Gdy deszcz już zstąpił z nieba na czarnych chmur rydwanie
Wyrzekłem jedno słowo i odtąd będę milczał
I w dłoniach twarz ukryję, by wieczność znów przeczekać

Znów świt i znowu jesień i znowu serce puste
Po niebie ciągną klucze wyblakłych dawno wzruszeń
I tylko cisza płynie w zastygłym w ból powietrzu
I tylko oddech stygnie wplątany w mgieł odmęty

Na czarnych snów powierzchni płoną okręty liści
W ostatnią niosą podróż wyblakłych tęsknot cienie
To, czego znać nie chciałem, kim zostać nie zdążyłem
I drzewa, zawsze drzewa, wyrosłe w pyle serca

Chciałbym je namalować nim znowu w mit odpłyną
Nim w iskrach gwiazd ulecą ku bezruchowi nieba
Pożogę w sercu wyryć, na skroniach znak wypalić
I słowo wyrzec drugie, świat ogniem wymalować

Ogniem jak ziemia czarnym, jak noce z gwiazd wyzute
Zielonym jodeł szumem i liści samotnością
I białym jak sen ziemi uśpionej mrozu szeptem
Czerwienią krwi płonącym, trzeszczącym w żył korzeniach...
Info / Statistics
Artists : 34,220
Reviews : 7,812
Albums : 121,732
Lyrics : 149,276